Ruch Narodowy

Dzień Pamięci Podziemnego Państwa Polskiego w Zelowie

Występami artystycznymi uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 2 z Zelowa w kościele parafialnym Matki Boskiej Częstochowskiej, rozpoczął się dzień pamięci Podziemnego Państwa Polskiego w Zelowie.
DSCF0942

Organizatorem tych uroczystości były władze miasta Zelów. Na mszę zjawiły się poczty sztandarowe delegacji wszystkich szkół z gminy Zelów, okoliczne zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej, poczet sztandarowy Obozu Narodowo – Radykalnego z Zelowa, a także Związku Strzeleckiego „Strzelec” z Bełchatowa.

Uczniowie Szkoły Podstawowej nr.2 w Zelowie przygotowali na ten dzień specjalny występ artystyczny, w którym młodzi ludzie odśpiewali pieśni patriotyczne „Biały Krzyż” i inne, a także wyrecytowali wiersze o tematyce wojennej, w których wplątane były informacje z czasów II wojny światowej.
Po tym wystąpieniu uroczystą mszę świętą w intencji Podziemnego Państwa Polskiego poprowadził biskup łódzki Ireneusz Pękalski, odprawił on kazanie w których podkreślił rolę historii i religii w życiu każdego Polaka. Zwrócił się również do licznie zebranej młodzieży z prośbą o zainteresowanie i zaangażowanie się w zdobywaniu wiedzy historycznej naszego narodu, zwłaszcza z okresu II wojny światowej i powojennych czasów. Biskup przypomniał również o tych, o których często się zapomina – o Żołnierzach Wyklętych. Po mszy świętej, pani burmistrz przedstawiła krótką notę historyczną z regionu Zelowa z czasów II wojny światowej.

Po wyprowadzeniu pocztów sztandarowych i zebranych mieszkańców Zelowa z kościoła, zebrane delegacje, w tym ONR złożyły kwiaty pod zamieszczoną na murach kościoła tablicą upamiętniającą żołnierzy Armii Krajowej i Konspiracyjnego Wojska Polskiego z Zelowa

Na zakończenie tych obchodów Pani burmistrz podziękowała biskupowi Pękalskiemu, „Strzelcom” a także Obozowi Narodowo-Radykalnemu za przybycie na te uroczystości.

W uroczystościach w Zelowie udział wzięli członkowie Obozu Narodowo-Radykalnego z Zelowa, których wsparli koledzy z Brygady Łódzkiej ONR, ONR Pabianice i Narodowych Pabianic.

Specjalnie na tą okazje działacze z Zelowa zaprezentowali swój nowy baner – „ONR ZELÓW – Życie i Śmierć dla Narodu”, w którym zamieszczone były symbole – Falangi, Orła (z herbu Zelowa), oraz Łodzi (symbol Brygady Łódzkiej ONR). Również został zaprezentowany okolicznościowy baner z podobiznami Żołnierzy Wyklętych z Narodowych Sił Zbrojnych i z Armii Krajowej.
DSCF0974

Dla działaczy Obozu Narodowo – Radykalnego z Zelowa ważną sprawą jest uczestnictwo w obchodach patriotycznych w swojej gminie, chcemy w ten sposób kontynuować przekazanie rzetelnej historii, tradycji i pokazać że i w tym mieście posiadamy Bohaterów którzy walczyli za naszą ojczyznę.

Cześć i Chwała Bohaterom Zelowa

Ocalić od zapomnienia


Od maja wspólne siły Narodowych Pabianic oraz Obozu Narodowo-Radykalnego Pabianice przystąpiły do akcji porządkowania zaniedbanych grobów osób zasłużonych zarówno dla naszego miasta jak i Ojczyzny.

Po otrzymaniu zgody administracji cmentarza, we współpracy z pabianickim kołem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, ustaliliśmy listę nagrobków, które najbardziej potrzebują „pomocy”. Za cel postawiliśmy sobie zadbać szczególnie o te, którymi nie ma się już kto opiekować. Dodatkowo zobowiązaliśmy się pomóc rodzinom, które poprosiły nas o udział w porządkowaniu grobów ich bliskich, a naszych bohaterów.

W wyniku tych ustaleń pod nasze „skrzydła” trafiły groby :

  • Generała Brygady Zygmunta „Walter” Janke (1907-1990)- „Gertruda”, kawalera orderu VIRTUTI MILITARI, działacza ruchu oporu, szefa sztabu okręgu łódzkiego AK, Ostatniego komendanta okręgu śląskiego AK, więźnia UB, skazanego na śmierć, zrehabilitowanego w 1956 r., Żołnierz ZWZ
  • ks. Stefana Trzaski –zmarłego w Dachau 12.XI.1942, komendanta skautingu – ZHP Pabianice
  • Antoniego Kałużki – żołnierza AK, ps. „Anka” służącego również w Szarych Szeregach
  • Jana Kraty – żołnierza AK i KWP ps. „Janka”, zamordowanego 31 VII 1946 r. przez UB w więzieniu ubecji na Gdańskiej w Pabianicach – strzałem w tył głowy. Pochowany przez ubeków na cmentarzu.
  • Heleny Salskiej – nauczycielka, dyrektorka wielu szkół w Pabianicach, więziona w obozie koncentracyjnym RAVENSBRUCK, wieloletnia działaczka patriotyczna i społeczna.
  • Jana Nowickiego – żołnierz AK, ps. „Korcz”, redaktor podziemnej gazety „Biuletyn Kujawski” rozstrzelany w masowej egzekucji w Zgierzu „Zbrodnia Zgierska – stu straconych”, pochowany we wspólnej mogile w lesie w Lućmierzu.
  • Lucjana Jaroszki – por. pilot, zginął w bitwie lotniczej pod Krośniewicami, 132 eskadra III Dywizjonu 3 Pułku Lotniczego „Armia Poznań” (zwłoki do Pabianic sprowadził ojciec Witolda wraz z bratem Lucjanem, – przyszłym księdzem i działaczem patriotycznym ). Odznaczony krzyżem walecznym.

Staraliśmy się, aby wszystkie ww. groby powróciły do jak najlepszego stanu. Co najważniejsze, nie była to akcja jednorazowa. Systematycznie powtarzamy porządkowanie, aby efekty naszej pracy były jak najdłużej widoczne. Cieszy również fakt, że w akcje włączyli się wszyscy członkowie naszych organizacji.

Prosimy również o kontakt osoby, które mają informację o tym gdzie znajdują się zaniedbane groby bohaterów naszego miasta jak również Ojczyzny.

Dla nas „CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM” to nie tylko hasło, ale motywacja do działania ! Czołem Wielkiej Polsce !

Michał S.

Tekst zamieszczony za zgodą redakcji Narodowe Pabianice. Zdjęcia z akcji można zobaczyć na w/w stronie.

Wystąpienie Artura Zawiszy na Kongresie Ruchu Narodowego

NASZYM DOMEM WIELKA POLSKA

Naszym dziedzictwem jest Polska Piastów i Jagiellonów, państwo rozciągające się od Bałtyku na północy i Odry na zachodzie po Tatry na południu i Kresy na wschodzie, budowane w celu ochrony, rozwoju i wielkości narodu polskiego.

Polska była przez wieki wielka nie tylko terytorium, ale i siłą ducha, stając się antemurale Christianitatis (przedmurzem Chrześcijaństwa), broniąc całej Europy przed najazdami obcych cywilizacji, jak przed Tatarami w wieku XIII i przed Turkami w wieku XVII, której to wiktorii wiedeńskiej króla Jana III Sobieskiego obchodzimy 330-lecie.

W wieku XX Polska odrodziła się dzięki sile zorganizowanego narodu działającego w myśl drogowskazów geopolitycznych postawionych przez Romana Dmowskiego podpisującego w imieniu wolnej Polski Traktat Wersalski, który dawał Polsce niepodległość tak, jak w XXI wieku Traktat Lizboński tę niepodległość podważał.

Polska stała się ofiarą bałwochwalczych Niemiec i bezbożnych Sowietów, wspieranych przez międzynarodówkę wrogów polskości rozsianych, często pod różnymi przybranymi nazwiskami, wśród krajów atlantyckich – dzisiaj musimy wyciągnąć naukę z bezradności tamtego czasu prowadzącej do niewoli.

Naszym domem jest Wielka Polska, silne państwo dumnego środkowoeuropejskiego narodu, który nigdy nie zgodzi się na poddaństwo wobec wschodu albo wobec zachodu.

Tak, jak wyszliśmy z komunistycznego Układu Warszawskiego, tak wypowiemy unijny Traktat Lizboński – Ruch Narodowy przyrzeka wypowiedzieć traktat podpisany przez prezydenta Kaczyńskiego i skierowany do głosowania przez premiera Tuska, a odbierający suwerenność Rzeczypospolitej Polskiej.

Jesteśmy częścią Europejskiego Obszaru Gospodarczego, który zapewnia nam wolny handel; jesteśmy członkami NATO, które inaczej niż Unia może uzupełniać polski potencjał obronny; zaś w Unii możemy być tylko wtedy, gdyby zaakceptowała traktat re-patriacyjny odbierający władzę strukturom federalnym i przywracający władzę stolicom państw narodowych – w przeciwnym razie postawimy na ostrzu noża sprawę polskiej obecności w Unii! Nam nie jest potrzebna Unia biurokratyczna, która swoimi socjalistycznymi procedurami spowodowała, że od czasu akcesji liczba urzędników w Polsce zwiększyła się o 70 tys. osób (czyli do blisko pół miliona w dużej mierze darmozjadów).

Ściągniemy z gmachów publicznych bezprawnie wieszane unijne flagi nie tylko pod osłoną nocy, jak robili to w Dzień Flagi Rzeczypospolitej nasi dzielni koledzy narodowcy, ale za dnia: oficjalnie i bezpowrotnie, raz na zawsze. W Polsce powiewać będzie tylko biało-czerwona!

Nie pokłonimy się unijnemu bękartowi, jakim jest wspólna waluta euro zabezpieczająca przewagę możnych krajów starej Unii nad gospodarkami biedniejszych krajów południa i wschodu oraz krytykowana przez poważnych ekonomistów i wychwalana przez okupujących Brukselę, jak to mówił Jan-Marie Le Pen, federastów.

Zachowamy polskiego złotego jako walutę narodową po wsze czasy, aby służyła ona rozwojowi gospodarstwa narodowego i ratowała przed neokolonizacją gospodarczą wywłaszczającą Polaków i czyniącą z nas pariasów skazanych na żebry u cudzej klamki. Złotego obronimy!

Nie pozwolimy na tzw. harmonizację podatkową, która w oczach brukselskich biurokratów ma ujednolicać podatki w całej Unii oraz wymuszać na Polsce podwyżkę podatków i odbierać nam konkurencyjność gospodarczą. Nasze podatki uchwalane tylko w Warszawie!

Od początku odrzucaliśmy pakt fiskalny, wedle którego my mamy płacić za ich kryzys oraz pozwolić, aby wbrew zasadzie suwerenności – polski budżet był tworzony w Brukseli, czyli tak naprawdę w Berlinie;

młodzi narodowcy wdarli się w styczniu na sale sejmowe z transparentem „Pakt fiskalny – stop”, ale mimo to pakt został przyjęty w Sejmie i to nawet wbrew obecnej konstytucji, bo suwerenne kompetencje państwa zostały oddane zagranicy zwykłą większością głosów.

Jak Rejtanowie XXI wieku nie godzimy się na to i zapowiadamy, że premiera kierującego pakt do Sejmu, marszałka poddającego pakt pod głosowanie i prezydenta podpisującego go – postawimy przed Trybunałem Stanu jako działających wbrew konstytucji!

Jesteśmy narodowymi realistami i zależy nam na zdrowym krwiobiegu finansowym, aby podatnicy płacili nie więcej niż potrzeba dla zrównoważonego budżetu oraz aby przedsiębiorcy mieli dostęp do kredytu na rozwój inwestycji i tworzenie nowych miejsc pracy.

Dlatego potrzebny jest dobry krajowy nadzór finansowy, aby zagraniczne banki nie zawyżały cen usług bankowych dla konsumentów, przede wszystkim nie transferowały za granicę potężnych miliardowych zysków oraz nie krzywdziły polskiego kredytobiorcy.

Nie pozwolimy więc, aby nadzór nad bankami przesunąć z Polski na szczebel międzynarodowy poprzez stworzenie tzw. unii bankowej, bo unia bankowa stworzy możliwość kantowania Polaków przez europejski nadzór faworyzujący multinarodowe korporacje, czyli tzw. banksterów niszczących realne gospodarki przemysłu, rolnictwa i usług.

Dzisiaj suwerenność w dużej mierze zależy od siły gospodarki narodowej i dlatego będziemy bezwzględnie bronić praw i przywilejów naszej gospodarki na szczeblu międzynarodowym, zaś przykładem tego jest nasza niezgoda na poniewieranie polskiego przemysłu w ramach pakietu klimatycznego.

Pakiet klimatyczny oparty na połączeniu ekologicznej religii i cynizmu wielkiego biznesu to porozumienie wysokouprzemysłowionych państw, których gospodarka nie jest oparta na węglu, a które z powodów ideologicznych lub biznesowych ulegają iluzji tzw. kłamstwa klimatycznego. Krajowe czynniki oficjalne poparły pakiet już za prezydentury Lecha Kaczyńskiego i stale realizują jego ustalenia za premierostwa Donalda Tuska.

W imię dowolnej hipotezy naukowej, a tak naprawdę także w imię interesów krajów z już zmodyfikowanymi systemami energetycznymi, każe się Polsce wyrzec energetyki opartej na węglu i ponosić bardzo kosztowne inwestycje we wszelką energetykę niekonwencjonalną. W efekcie ceny energii dla odbiorców wzrosną o kilkadziesiąt procent, a ćwierć miliona Polaków straci pracę w górnictwie i energochłonnych branżach przemysłu.

Ruch Narodowy obroni Polskę przed tym szaleństwem i stawia postulat „polskiego rabatu” zwalniającego nas z części zobowiązań międzynarodowych pod tym względem, bo Polska nie może być frajerem Europy popełniającym gospodarcze samobójstwo ku uciesze biznesowych cwaniaków. Aby zapewnić spójność rozwoju wszystkich krajów europejskich, Polsce i może całej Europie Środkowej potrzebna jest alternatywna agenda rozwoju gospodarczego. Powstał kiedyś rabat brytyjski, może też być „rabat polski”!

Naszym domem jest Wielka Polska sięgająca pamięcią narodową i ramieniem państwowym ku wszystkim Polakom: tym rozsianym na emigracji będących wielkim potencjałem wolnych Polaków odrzucających od zawsze komunistyczną hydrę oraz tym trwającym na ziemiach zabranych, od Wilna poprzez Grodno aż po Lwów, trwającym i czekającym lepszego ojczystego jutra!

Szanujące się państwo nie pozwoli na międzynarodową falę polonofobii, w ramach której niszczy się naszą godność narodową i pozwala obcym, aby decydowali o polskich sprawach, jak stało się w przypadku odsuniętego od swoich funkcji w Polskiej Akademii Nauk mówiącego prawdę o stosunkach polsko-żydowskich prof. Krzysztofa Jasiewicza, którego w imieniu polskich narodowców pozdrawiam i składam wyrazy szacunku!

Widzimy więc Polskę jako inteligentne państwo we współczesnej Europie, które nie będzie wywoływać przegranych powstań, ale też nie kłania się ani Moskwie, ani Berlinowi, ani Waszyngtonowi, lecz przygotowuje się na czas po ewentualnym rozpadzie Unii Europejskiej, co w jakiejś mierze dzieje się na naszych oczach.

Nie jesteśmy jednak ani ksenofobami, ani frustratami, ani marzycielami – twardo stąpamy po ziemi i szukamy przyjaciół blisko nas, w niepowtarzalnym tyglu kulturowym Europy Środkowej!

Dzisiaj wierność cywilizacji chrześcijańskiej i poczucie tożsamości narodowej przetrwały najmocniej w pasie środkowoeuropejskim, w dużej mierze słowiańskim, choć skupiającym też Węgrów i Rumunów.

Chcemy, aby Warszawa i Budapeszt wespół z Pragą i Bratysławą, Zagrzebiem i Belgradem, a może też Bukaresztem i Sofią, a więc kraje chrześcijańskiego zachodu i wschodu, te sięgające do kultury łacińskiej, których wszystkie drogi prowadzą do Rzymu i te ochrzczone przez słowiańskich świętych Cyryla i Metodego, mówiły jednym głosem wobec zdechrystianizowanej i kosmopolitycznej post-Europy, że duch jest w Europie Środkowej i stąd przyjdzie odnowa duchowa kontynentu zbudowanego na greckiej filozofii, rzymskim prawie i wierze chrześcijańskiej inkorporującej najcenniejsze tradycje kulturowe dawniejszej Europy.

Polska winna działać w imię imperializmu idei, więc wzywa narody środkowoeuropejskie do tej wspólnej Odysei ku nowej Europie, w której narody mają silną tożsamość, państwa są suwerenne, zaś ich władze chronią wolność swych obywateli, a karzą złoczyńczów : tak nam dopomóż Bóg!

Wystąpienie Krzysztofa Bosaka na Kongresie Ruchu Narodowego

Koleżanki i Koledzy, drodzy Przyjaciele!
Nie da się myśleć o państwie i narodzie, bez oparcia na silnym i stabilnym fundamencie gospodarczym.
Patrząc na polską historię możemy dostrzec, jak słabość naszego państwa szła w parze z błędami polityki gospodarczej, a upadek państwa skutkował zablokowaniem zdrowego rozwoju gospodarki.
Tymczasem dziś, w polskiej debacie ekonomicznej, poprawność polityczna rządzi w nie mniejszym stopniu, niż w innych dziedzinach życia.
W tej sytuacji stoi przed nami niełatwe wyzwanie sformułowania odpowiedzialnego programu polityki gospodarczej.
Ruch narodowy to nie tylko oryginalna szkoła myślenia o polityce, ale także bogaty dorobek praktycznego podejścia do spraw ekonomicznych.
Szukając klucza do polskich umysłów, musimy sięgać po to dziedzictwo.
Profesor Edward Taylor, premier Władysław Grabski, profesor Roman Rybarski czy minister Jerzy Zdziechowski – to tylko niektórzy wybitni narodowcy, którzy potrafili łączyć pracę naukową na polu ekonomii, z praktyczną działalnością polityczną.
Jeśli dziś ktoś chce nas zrozumieć, powinien badać ich biografie i ich dorobek.
Tak w Polsce popularne kopiowanie zza granicy, jest nam głęboko obce, nie tylko w sprawach politycznych, ale też w sprawach gospodarczych.
Nigdy nie przyniesie dobrych efektów program, który został stworzony dla odmiennego kraju.
Przywożenie w teczkach programów reform, powinno być traktowane jako działalność wroga i monitorowane przez kontrwywiad.
Obce jest nam także bezmyślne kopiowanie modnych ideologii, które na wiele różnych pytań udzielają zawsze jednej i tej samej odpowiedzi.
Słysząc pytanie czy więcej rynku czy więcej państwa proponujemy:
pomówmy o tym jakiego rynku chcemy,
pomówmy o tym jakiego państwa potrzebujemy.

Zacznijmy od rynku.
Obecny kryzys finansowy dowiódł niezbicie dwóch rzeczy:
Po pierwsze, wbrew temu co nam wmawiano kapitał ma narodowość.
Po drugie, przeciwnie niż nam tłumaczono, dogmat braku ograniczeń na rynkach, zawsze był w pewnym stopniu fikcją.
Uznając te dwa fakty musimy zauważyć, że już obecnie udział kapitału zagranicznego i zagranicznych regulacji, jest w Polsce wysoki.
Wbrew oficjalnej propagandzie, nasz wpływ na kształt unijnych regulacji jest bliski zeru, a korzyści z wpuszczenia obcego kapitału, często bardzo niejednoznaczne.
Również bilans naszego handlu zagranicznego, od lat pozostaje ujemny, a zadłużenie zagraniczne rośnie.

Jak w takiej sytuacji budować siłę polskiej gospodarki,
jak tworzyć nowe miejsca pracy,
jak sprawić by siła nabywcza naszych pensji rosła?

Trzeba pozwolić działać polskim przedsiębiorcom.
Ani państwowa redystrybucja, ani rządowe inwestycje, ani „dodruk” pieniądza, nigdy nie powiększą ogólnego zasobu bogactwa.
Nasze bogactwo lub jego brak, jest funkcją inwestycji i pracy, zorganizowanych przez setki tysięcy podmiotów, gotowych ponieść ryzyko, aby wytwarzać nowe dobra.
Te podmioty to głównie polscy mali i średni przedsiębiorcy.
Ze względu na otwarcie polskiej gospodarki, konkurują oni nie tylko z bogatszymi konkurentami z Zachodu, ale też z firmami z państw rozwijających się, gdzie praca jest znacznie tańsza.
Polscy przedsiębiorcy nie oczekują, że będziemy ich jakoś faworyzować.
To czego potrzeba, aby tworzyć firmy – które szybko rosną, zatrudniają, nadrabiają dystans w światowym wyścigu o nowe rynki – to niskie obciążenia, stabilne otoczenie i dostęp do kredytu.
Nie jest możliwy pełny rozwój gospodarczy, jeśli małe polskie firmy płacą realnie wyższe podatki, niż ich zagraniczni konkurenci funkcjonujący na tym samym rynku.
Nie jest możliwy postęp, jeśli prawo przetargowe faworyzuje międzynarodowe konsorcja.
Nie są możliwe inwestycje, jeśli bankom bardziej opłaca się kupować kolejne transze obligacji, niż udzielać kredytów na rozwój, nowym firmom.
Nie jest możliwy rachunek ekonomiczny, jeśli Sejm potrafi nowelizować ustawy podatkowe kilka razy w roku, a administracja zalewa kolejne branże środkami unijnymi, niszcząc zasady uczciwej konkurencji.
Mówiąc o tym, jak wyobrażamy sobie dobrze działający rynek, trzeba też dodać, że fałszywe jest wyobrażenie, że rynek może się obyć bez państwa.
Otóż rynek to także instytucje.
Bez sprawnego, kompetentnego i szybko działającego sądownictwa gospodarczego, przedsiębiorczość grzęźnie w tarapatach.
Bez sprawnej dyplomacji, dużo trudniej zdobywać nowe rynki eksportowe.
Bez przyjaznej administracji fiskalnej, nie wiadomo jak prawidłowo płacić podatki.
Wolny rynek i prawidłowo urządzone państwo nie powinny być sobie przeciwstawiane, bo to dwa niezbędne filary dobrego ustroju gospodarczego. Tak uważali endeccy ekonomiści i do tych samych wniosków doszła m.in. ordoliberalna szkoła ekonomiczna.

Pomówmy wiec teraz o państwie.
Państwo rozumiane szeroko, jako administracja i cały sektor publiczny, nie wytwarza bogactwa.
Działania państwa opierają się na wydawaniu środków, które uprzednio zostały zabrane z rynku, czy to w postaci podatków, czy też zaciągania długu publicznego.

W tej sytuacji narodowa polityka gospodarcza wobec państwa, musi stale stawiać sobie trzy pytania:
Czy zadania, które powierzyliśmy do wykonania urzędnikom znajdują uzasadnienie?
Czy ilość środków, które zabieramy na realizację tych zadań jest właściwa?
I czy są one wydawane gospodarnie?
Niestety, obecnie nie trzeba być wcale liberałem, aby na każde z tych trzech pytań, udzielić odpowiedzi negatywnej.

Dobrze urządzone państwo narodowe, oparte o zasady cywilizacji łacińskiej i katolicką naukę społeczną, to państwo zbudowane w oparciu o zasadę pomocniczości.
Zasada ta oznacza, że na danym szczeblu organizacji politycznej powinny być rozstrzygane tylko te sprawy, których nie można rozstrzygać niżej.
Tak więc rząd, nie może zajmować się tym, z czym mógłby poradzić sobie samorząd, a samorząd nie powinien brać się za to, co może stać się przedmiotem samoorganizacji społecznej – silnego i aktywnego narodu.
Zakres wydatków polskiego sektora publicznego to obecnie aż 42% produktu krajowego brutto, a gdybyśmy doliczyli także wydatki państwowych monopoli i spółek, to okazałoby się, że połowa polskiego obiegu gospodarczego, nadzorowana jest przez urzędników.
To konsekwencja faktu, że polski Sejm zajmuje się obecnie niemal wszystkim.
Trudno wskazać dziedzinę życia, co do której przedstawienie projektu ustawy, z miejsca uznano by za pomysł absurdalny.
Choć zasada pomocniczości bywa dość często przywoływana, to pozostaje ona obecnie niestety martwa.

Odpowiedzmy teraz na drugie pytanie – czy ilość środków zabieranych na realizację publicznych zadań jest właściwa.
Po dwakroć nie!
Po pierwsze jest ona zbyt duża w relacji do całej gospodarki, uniemożliwiając jej dynamiczny rozwój.
Żadne z bogatych państw zachodnich, będąc na poziomie rozwoju gospodarczego dzisiejszej Polski, nie wkładało na barki swych przedsiębiorców i pracowników, tak dużego ciężaru, jak dziś robi to Minister Finansów.
Po drugie, porównując ze skalą wydatków, jest to dla odmiany kwota zbyt mała, co skutkuje coraz dalej postępującym zadłużaniem państwa.

A teraz trzecie pytanie: Czy środki publiczne są wydawane gospodarnie?
Słysząc o kolejnych aferach intuicyjnie nasuwa się odpowiedź „nie”.
Solidnie podchodząc do sprawy, powinniśmy jednak odpowiedzieć, że „nie wiemy”.
Mimo zasady jawności i dostępu do informacji publicznej, wiedza o tym na co idą publiczne pieniądze, pozostaje wiedzą hermetyczną.
Zachęcam do przejrzenia biuletynów informacji publicznej i sprawozdań rządowych agencji. Niewiele tam niestety znajdziecie.
Urzędnicy są zwolnieni z jakiejkolwiek realnej kontroli społecznej.

Z wszystkiego co powiedziałem wyłania się obraz raczej ponury.
Polacy, choć są pracowitym i przedsiębiorczym narodem, zmuszeni są do gry na wadliwych zasadach.
Uginają się pod ciężarem wysokich obciążeń, czują się obco wśród nieprzyjaznych instytucji.
Sytuacja wymaga radykalnych rozwiązań.
Globalizacja i demografia sprawiają, że nie mamy stu lat, na ewolucyjne przekształcanie obecnego systemu.
Nikt z nas nie chce czekać do śmierci, na bardziej przyjazne i bardziej sprawiedliwe otoczenie gospodarcze.

Oto rozwiązania które postulujemy.

Zacznijmy od sektora publicznego.
Finanse państwa muszą zostać uporządkowane i zrównoważone.
Widzimy, że kadencyjna karuzela wyborcza, nie sprzyja cnocie oszczędności.
Co więcej, kolejne rządy są pod szantażem „stymulowania wzrostu” i „wspierania rozwoju”.
Odrzucamy tę retorykę.
Za przykładem Szwajcarii postulujemy wprowadzenie do Konstytucji reguły ograniczającej wydatki, a także powołanie silnej i niezależnej od rządu rady, która będzie stała na straży zrównoważonej polityki budżetowej.
Deficyt musi zostać skreślony z listy narzędzi, a państwo musi wreszcie zacząć się oddłużać.

Największą pozycją na liście wydatków publicznych są emerytury.
Obecny system jest naszym zdaniem skrajnie niesprawiedliwy, a tak zwane jego reformy należy wyrzucić do kosza.
Rozpiętość wypłacanych emerytur, pomiędzy tymi którzy otrzymują najmniej, a tymi którzy otrzymują najwięcej, jest niemal dziesięciokrotna.
System ten stworzył szereg kast, które mają naliczane emerytury w odmienny sposób i wypłacane z różnych funduszy.
Co więcej: to się nie bilansuje.
Znaczna część świadczeń jest finansowana z podatków, płaconych także przez młodych, którzy w logice obecnego systemu liczyć mogą jedynie na głodowe emerytury.
Tymczasem szereg grup zawodowych zwolnionych jest z płacenia składek w ogóle!
Powołanie OFE stworzyło wielkie koszty i pod pretekstem oszczędności, pogłębiło jeszcze zadłużenie państwa.
Zaś przyjęty sposób naliczania emerytur, jest tak niekorzystny, że w długiej perspektywie i tak będzie musiał zostać zniesiony.
Powtórzę więc jeszcze raz: cały ten patologiczny system należy wyrzucić do kosza.
Proponujemy ustanowienie systemu emerytury obywatelskiej, wypłacanej z budżetu, w jednakowej wysokości, każdemu kto osiągnie wiek emerytalny. Niezależnie od jego historii i ilości odprowadzonych podatków.
Jeśli ktoś chce, jako senior mieć wyższe dochody, to należy mu umożliwić samodzielne oszczędzanie lub wykupienie dobrowolnego, niepaństwowego ubezpieczenia.
Rozwiązanie takie pozwoliłoby zlikwidować bizancjum Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Propozycja ta cechuje się zarówno liberalną prostotą, jak i jest wyrazem narodowego solidaryzmu.

Kolejnym rozwiązaniem systemowym, związanym z wydatkami publicznymi, jest wprowadzenie obligatoryjnej 100-procentowej jawności wydatków rządu, samorządów oraz instytucji zależnych.
Tylko szeroki dostęp do wiedzy o gospodarowaniu publicznym groszem jest w stanie uruchomić rzeczywistą kontrolę społeczną i zacząć zmieniać sposób pracy administracji.

Postulujemy także redukcję listy zadań rządu i liczebności administracji.
Rząd, który zajmuje się wszystkim, niczego nie robi dobrze.
Obecnie problemy polityki społecznej, w dużej mierze możliwe do przejęcia przez zorganizowany naród lub przez samorządy, całkowicie zdominowały zagadnienia o strategicznym wymiarze.
Mamy w zwyczaju krytykować bierność Polaków, ale na jakim polu mają się oni wykazać, skoro większość dziedzin życia organizują im urzędnicy?

Drugą stroną medalu są dochody.
Postulujemy daleko idące uproszczenie systemu podatkowego.
Absurdem jest sytuacja, w której od jednej pensji, odprowadza się cały szereg obowiązkowych składek.
Wszystko to należy włączyć do gospodarki budżetowej i do systemu podatkowego, zastępując podatek PIT.
Ogólne opodatkowanie pracy i wysokość danin do ZUS od drobnych przedsiębiorców, musi zostać zmniejszona.
Punkt ciężkości systemu fiskalnego należy przesunąć z pracownika i z małych przedsiębiorstw, na duże firmy, a w szczególności na międzynarodowe korporacje, które obecnie doskonale sobie radzą z unikaniem płacenia podatku CIT.
Na Węgrzech obłożono duże firmy podatkiem kryzysowym, co wywołało wściekły atak międzynarodowych kół finansowych.
Postulujemy zamiast CIT obłożenie dużych firm prostymi i niemożliwymi do uniknięcia podatkami, i to nie wyłącznie na czas kryzysu, ale na stałe.
Ich udział w utrzymaniu państwa, musi być co najmniej proporcjonalny do ich udziału w rynku!

Jeśli chodzi o system finansowy, to jak już wspomniano, jesteśmy radykalnymi przeciwnikami wprowadzenia w Polsce euro.
Jesteśmy również przeciwni rozpisywaniu referendum w tej sprawie, ponieważ będzie to oczywistym pretekstem dla euroentuzjastów, do wydawania naszych pieniędzy na propagandę ich sprawy.
Dokonać trzeba wręcz czegoś przeciwnego – wzmocnić pozycję naszej waluty, zarówno poprzez wstrzemięźliwą politykę monetarną, jak i przez sprowadzenie z Londynu polskich rezerw złota.

Co się tyczy sektora prywatnego to należy pozwolić mu się rozwijać, wzmacniać pozycję eksportową i tworzyć miejsca pracy.
Poza uproszczeniem i ustabilizowaniem systemu podatkowego możemy uczynić to na cztery sposoby:
Po pierwsze, powstrzymując wdrażanie nowych regulacji Unii tam gdzie tylko to możliwe.
Po drugie, powstrzymując się od pokusy rozdawania różnych grantów i dotacji, a zamiast tego udzielać gwarancji i refinansowania kredytów.
Po trzecie, dokonując przeglądu regulacji prawnych i likwidując te, które nie znajdują uzasadnienia z punktu widzenia interesu narodowego.
Po czwarte, przez dalekowzroczną politykę, w zakresie infrastruktury i regulacji cen energii.

Tak wygląda zarys programu gospodarczego, nad którego rozwinięciem chcemy pracować w Ruchu Narodowym.
Łączy on możliwie szeroki zakres wolności gospodarczej z konstruktywnym podejściem do państwa, urządzonego w oparciu o zasady gospodarności i pomocniczości.
Do dalszych prac nad nim, i nad wyzwaniami poruszonymi we wcześniejszych wystąpieniach, powołujemy Instytut Strategii Narodowej – ośrodek, który będzie skupiał ekspertów i wypracowywał nowoczesny program dla Ruchu Narodowego. Mi przypadła rola pokierowania tą inicjatywą, więc już w tej chwili zapraszam do współpracy wszystkich zainteresowanych.
Musimy zdawać sobie sprawę, że na świecie nie ma żadnych kręgów, którym by zależało, aby Polska poszła taką ścieżką, jaką zaprezentowaliśmy.
W Polsce nie ma z kolei żadnych środowisk, które by czekały, aż Ruch Narodowy wystąpi, z tak poważnym programem.
Jesteśmy zdani na siebie, ale wierzę, że są to wyzwania, którym stawimy czoła!

Robert Winnicki do środowisk patriotycznych – niezależna.pl jak Trybuna Ludu

Szanowni Przyjaciele, działacze Ruchu Narodowego oraz wszelkich organizacji patriotycznych, niepodległościowych, prawicowych, katolickich, również – wszyscy niezrzeszeni sympatycy. I Kongres Ruchu Narodowego za nami. Myślę, że nie będzie przesadą powiedzieć, że był on sukcesem rozwijającego się Ruchu. Dlatego po raz kolejny proszę o przyjęcie gorących podziękowań przez tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób się do niego przyczynili; pracą, poświęceniem oraz wszelkim wsparciem, również materialnym. Ten sukces utkany jest z tysięcy szlachetnych czynów świadomych Polaków. Dla narodu, z narodem i pracując w narodzie – jeszcze raz Wam serdecznie dziękuję.

Kongres odbił się znaczącym echem w mediach ogólnopolskich. Relacje były różne, generalnie – zgodne z przyjętym przez większość z nich spsobem opisywania Ruchu Narodowego. Na plus można zaliczyć względnie rzetelną (na tle różnych innych doniesień) notatkę Polskiej Agencji Prasowej, która była dosyć szeroko cytowana, m.in. na portalach internetowych. Osoby, które mają ochotę obejrzeć pierwszą część Kongresu w całości, zapraszam do zapoznania się z zarejestrowaną przez naszych przyjaciół relacją:

Niestety, trzeba w tym kontekście wspomnieć o sprawie podwójnie przykrej, mianowicie o zachowaniu portalu „niezależna.pl”. Po pierwsze – media koncernu Tomasza Sakiewicza postanowiły przykryć wczorajszy kongres totalną zmową milczenia. Nie byłoby to jeszcze najgorsze – atak na narodowców Sakiewicz i jego współpracownicy rozpoczęli już w ubiegłym roku, dosłownie kilka dni po tym, gdy zaakceptowali nasze zaproszenie dla środowiska Gazety Polskiej do udziału w Marszu Niepodległości (sic!). Od momentu powstania Ruchu Narodowego jest to już regularna polityka zjadliwej, niesprawiedliwej i skrajnie nierzetelnej krytyki mediów powiązanych finansowo z PiS-em, skierowanej w naszą stronę. Takie przemilczenie wcale by nas nie zdziwiło, ponieważ wpisywałoby się w politykę wspomnianych mediów. Jej intencja jest jasna – zniszczyć każdą siłę poza PiS-em, która na swoich sztandarach ma niepodległość, patriotyzm, tożsamość narodową.
Po drugie jednak, portal niezależna.pl dopuścił się rzeczy niesłychanej – jedyną informacją, jaka pojawiła się w sobotę i niedzielę we wszystkich mediach skupionych wokół Gazety Polskiej w kontekście wczorajszego Kongresu Ruchu Narodowego, jest poniższa notka zaprezentowana na zdjęciu:

[Korekta - po kilku godzinach i zapowiedzi wytoczenia procesu, z notki zniknęło sformułowanie "gościem honorowym". Pozostało nie mniej kłamliwe - "gościem", ale o tym poniżej.]
Najpierw parę słów wyjaśnienia. Bohdan Poręba nie był żadnym „gościem” a tym bardziej „gościem honorowym” Kongresu. Jest to kłamstwo. Był jednym z blisko 1300 uczestników. Każdy kto zechciał na Kongres przybyć i przestrzegał regulaminu, mógł się zarejestrować i był wpuszczany na salę. Poręba nie był przez nas zapraszany, ani przewidywany jako mówca. Natomiast faktem jest, że w drugiej części Kongresu, w części, która była swoistym hyde-parkiem, dostał, na własną prośbę, głos na kilka minut. Wystąpił w puli, w której przy znacząco przerzedzonej publice (równolegle odbywały się inne panele dyskusyjne) przewinęło się kilkudziesięciu mówców prezentujących swoje inicjatywy w kilkuminutowym, telegraficznym skrócie.
Bohdan Poręba, reżyser m.in. takich filmów jak „Hubal” czy „Polonia Restituta”, poprosił o możliwość zabrania głosu dla zaprezentowania inicjatywy nakręcenia filmu przedstawiającego prawdę o wydarzeniach w Jedwabnem, tak często wykorzystywanych do siania antypolskiej propagandy. I w tej właśnie sprawie zabrał głos. Poręba, ze względu na swoje prl-owskie zaangażowania jest oczywiście postacią kontrowersyjną i z tego tytułu nigdy nie będzie dla Ruchu Narodowego autorytetem. Co nie zmienia faktu, że jest reżyserem filmów o wydźwięku patriotycznym, a inicjatywa filmu o wydarzeniach w Jedwabnem jest warta poparcia. Jego nieplanowane przez nas wystąpienie to jedna tysięczna część czasu, jaki podczas Kongresu dostali mówcy i paneliści, zupełnie bez znaczenia dla całości przebiegu.
Wracając jednak do obrzydliwego artykułu, jaki pojawił się na niezależnej.pl. Kongres Ruchu Narodowego trwał od godziny 11:00 do 18:00. Pojawiło się na nim około 1300, w zdecydowanej większości młodych lub bardzo młodych, narodowych działaczy z całego kraju. Przewinęło się kilkudziesięciu mówców, w tym Polacy spoza granic naszego kraju, liderzy Ruchu, osoby publiczne takie jak Rafał Ziemkiewicz, wiceprezes Prawicy Rzeczpospolitej dr Krzysztof Kawęcki, prezentowały się organizacje młodzieżowe, katolickie, kobiece, sportowe, historyczne, patriotyczne, lokalne i ogólnopolskie, głos zabierali przedstawiciele węgierskich narodowców. Ogłoszono skład Grupy Doradców Ruchu Narodowego, do której weszli m.in. prof. Ryszard Bender, prof. Jacek Bartyzel czy prof. Romuald Szeremietiew.
Podczas Kongresu poruszyliśmy najważniejsze dla polskiego życia społecznego, politycznego, ekonomicznego i kulturalnego kwestie. Poza głównymi przemówieniami w pierwszej części i prezentacją inicjatyw w drugiej, odbyło się pięć paneli tematycznych poświęconych: polityce prorodzinnej, małym i średnim przedsiębiorstwom, obronności, edukacji oraz przemysłowi i energetyce. Kilkadziesiąt organizacji ogólnopolskich oraz lokalnych zaprezentowało się i uroczyście podpisało Deklarację Ideową Ruchu Narodowego. Kongres relacjonowały i pisały o nim, lepiej lub gorzej, praktycznie wszystkie media.
Ale z mediów skupionych wokół koncernu Gazety Polskiej nie mogliście się Państwo tego dowiedzieć. Ani w sobotę, ani dziś, gdy piszę ten artykuł, w niedzielę po południu. Nie mieliście Państwo również szansy dowiedzieć się, że Kongres otwierał i jako pierwszy przemawiał Pan Zygmunt Goławski, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, zesłaniec syberyjski, opozycjonista przez cały okres PRLu, wielokrotnie aresztowany i więziony, działacz „Solidarności” i KPN. Uhonorowany przez IPN tytułem Kustosza Pamięci Narodowej. Pan Zygmunt towarzyszył nam od momentu otwarcia Kongresu do jego zakończenia po godz. 18:00. Uczestniczył we wszystkich punktach mimo, że w przyszłym roku będzie obchodził 90-te urodziny, a życie zdecydowanie go nie rozpieszczało.

Tego wszystkiego Tomasz Sakiewicz i jego media Państwu nie powiedzą. Dostaniecie za to kłamliwy artykuł o „wysokim funkcjonariuszu PZPR – gościu na kongresie RN”. Co jeszcze powinno w tej sprawie uderzać? W tych samych, powiązanych z PiS-em mediach nie usłyszycie Państwo pytań dotyczących funkcjonariuszy tej partii. Ani o Stanisława Kostrzewskiego, od 25.02.2006 skarbnika PiS – „był aktywnym członkiem PZPR do końca jej działalności”. Ani o Andrzeja Kryże – Wiceministra Sprawiedliwości w rządzie PiS – członka PZPR do jej końca. Skazywał w stanie wojennym, m.in. za „udział w manifestacji na warszawskim Placu Zwycięstwa w rocznicę odzyskania niepodległości”. Ani o Wojciecha Jasińskiego (w PZPR w latach 1976 – 1981). Nie spotkacie się Państwo w sakiewiczowskich mediach z debatą i serią artykułów na temat przeszłości posła Macieja Łopińskiego czy Krzysztofa Czabańskiego, mianowanego przez tę partię w 2006 r. na prezesa Polskiego Radia S.A. – byłego dziennikarza m.in. Sztandaru Młodych i Zarzewia. W latach 1967-1980 należącego do PZPR. A publikujący w Gazecie Polskiej Marcin Wolski „w latach 1975-1981 należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, od 1980 był sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej Programu III Polskiego Radia.”
Lista jest długa. Nie chodzi jednak o epatowanie pisowskimi pezetpeerowcami, ale o ukazanie bezmiaru hipokryzji i manipulacji, jakiej dopuściły się media sterowane z partyjnej centrali na Nowogrodzkiej. Piszę o tym wszystkim nie dlatego, że tak skrajnie zmanipulowane podejście mediów sakiewiczowskiego koncernu zagraża Ruchowi Narodowemu. Nie, od długiego czasu radzimy sobie całkiem dobrze wbrew atakom całego establishmentu politycznego i medialnego, z pisowskim włącznie. Ruch Narodowy ma pod górkę u wszystkich, ale dynamizm młodego pokolenia i klarowność ideowa stopniowo pokonują te bariery.
Piszę o tym obrzydliwym wydarzeniu ze względu na tysiące dobrych patriotów, również tych działających w klubach Gazety Polskiej, którzy są zdezorientowani i ogłupiani polityką swoich liderów i redaktorów. Dostajemy bardzo dużo sygnałów poparcia i życzliwości od wielu ludzi, którzy traktują niezależną.pl czy Gazetę Polską jako podstawowe źródło informacji. Ba! Dostajemy ciche sygnały życzliwości nawet z wnętrza niektórych redakcji tych mediów. Zdaję sobie sprawę, że Wasza sytuacja nie jest godna pozazdroszczenia. Chciałbym w swoim imieniu zapewnić, że mam tego pełną świadomość i nie chcę brać w pisowski nawias Was wszystkich. Jak najdalszy jestem od wywoływania wojny pomiędzy ludźmi, którzy podpisują się pod hasłem Bóg Honor Ojczyzna oraz Niepodległość, nawet jeśli różnimy się w poglądach na bieżącą politykę.
Musicie sobie jednak zdawać sprawę, że nasi działacze i sympatycy bardzo często odczytują to jako jednoznaczną, po wielokroć powtarzaną agresję całego Waszego środowiska. I mają prawo do takich odczuć. Owocuje to reakcją alergiczną na bardzo wielu ludzi, z którymi dzielimy przecież sporo wspólnych wartości. Dlatego proszę Was o wywieranie nacisku, by media powiązane z PiSem, takie jak niezależna.pl, Gazeta Polska czy GPC zaprzestały tej partyjnie motywowanej kampanii. Nie odmawiamy nikomu prawa do sprawiedliwej, uczciwej krytyki Ruchu Narodowego, tak samo jak my otwarcie krytykujemy obecny system polityczny i stanowiące jego część – Prawo i Sprawiedliwość. Ale to co obserwujemy jest czymś niepojętym; skalą manipulacji odnośnie Kongresu Ruchu Narodowego niezleżna.pl pozostawiła daleko w tyle Gazetę Wyborczą, TVN i wszelkie lewackie media. Przed taką agresją będziemy się zdecydowanie bronić i będziemy kontratakować, obnażając faryzeizm oraz hipokryzję. Będziemy to robić coraz skuteczniej, bo z dnia na dzień nasze siły rosną.
Odpowiedzcie sobie jednak na pytanie – czy tego właśnie chcecie? Znając wielu z Was osobiście, zakładam, że nie. Od redakcji portalu niezależna.pl żądamy natychmiastowego usunięcia tego obrzydliwego artykułu oraz zamieszczenia, widocznego co najmniej przez 24 godziny, sprostowania oraz przeprosin na głównej stronie. Jeśli to się nie stanie, będziemy rozważali skierowanie sprawy na drogę sądową, w związku z ewidentnym fałszem w nim zawartym.
Szczęść Boże wszystkim prawym ludziom kochającym Polskę, na pohybel faryzejskim hipokrytom, manipulatorom i partyjnym janczarom.
Robert Winnicki
członek Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego
szef sztabu organizującego I Kongres RN

Dominique Venner: testament

Poniżej publikuje
my testament Dominique Venner’a,  francuskiego nacjonalisty, który popełnił wczoraj samobójstwo w proteście przeciwko postępującemu upadkowi Europy. Więcej informacji na ten temat znajdą Państwo na naszym portalu.
„Jestem zdrowy na ciele i umyśle, kochany przez żonę i dzieci. Kocham życie i nie oczekuję niczego od zaświatów. Kocham życie i nie oczekuję od zaświatów niczego, poza uwiecznieniem mej rasy i mego ducha. Jednak u zmierzchu życia, w obliczu ogromnych zagrożeń mej francuskiej i europejskiej ojczyzny, czuję się w obowiązku działać dopóki starcza mi sił. Uważam za konieczne poświęcić się, by wyrwać nas z przytłaczającego letargu. Oferuję to, co mi zostało z życia jako protest i akt założycielski. Wybrałem bardzo symboliczne miejsce, paryską katedrę Notre Dame, którą szanuję i podziwiam, a która została wzniesiona przez geniusz moich przodków w miejscu wcześniejszego kultu, co przypomina o naszych odwiecznych początkach.
Podczas gdy tylu ludzi jest niewolnikami swojego życia, mój gest uosabia etykę woli. Zadaję sobie śmierć, by obudzić drzemiące sumienia. Buntuje się przeciwko fatalizmowi. Protestuję przeciwko truciznom duszy i przeciw inwazji indywidualnych żądz, które niszczą punkty zakorzenienia naszej tożsamości, a zwłaszcza rodzinę, głęboki postument naszej wielowiekowej cywilizacji. Broniąc tożsamości wszystkich narodów i ludów u siebie, ja buntuję się jednocześnie przeciwko zbrodni polegającej na zastąpieniu naszej populacji inną.
Ponieważ dominujący dyskurs nie jest w stanie wznieść się ponad toksyczne niejasności, Europejczycy muszą wyciągnąć z tego wnioski. Pomimo, że nie mamy religii tożsamościowej, do której moglibyśmy solidnie przycumować, to posiadamy jednakże od czasów Homera naszą własną partykularną pamięć, repozytorium wszystkich wartości, na których powinniśmy oprzeć nasze przyszłe odrodzenie, zrywając z metafizyką nieograniczoności, tym zatrutym źródłem wszelkiego współczesnego dryfu.
Z góry proszę o wybaczenie tych wszystkich, u których moja śmierć wywoła cierpienie, a w pierwszym rzędzie moją żonę, dzieci i wnuki, a także moich przyjaciół i wiernych druhów. Nie wątpię jednak, że gdy ból i szok przeminą, to niektórzy zrozumieją sens mojego gestu, a ich cierpienie zamieni się w dumę. Pragnę, by ci właśnie wspólnie trwali razem. Znajdą oni w moich ostatnich pismach zapowiedź i wytłumaczenie mojego gestu.”

Wywiad z wiceprezesem MW Adamem Andruszkiewiczem

Poniżej prezentujemy wy
wiad, którego udzielił wiceprezes Młodzieży Wszechpolskiej Adam Andruszkiewicz dla portalu czasbialegostoku.pl. Poruszono w nim kwestie m.in. konkursu palenia flag unijnych oraz zjawiska imigracji. 
 
 
Karol Wasilewski: Tematów do rozmów jest dużo. Zaczęlibyśmy jednak od akcji z flagami Unii Europejskiej – czy to jest mądre, palić flagi?
Adam Andruszkiewicz: Akcja ze zrywaniem flag unijnych miała związek z majówkowym konkursem ogłoszonym przez Roberta Winnickiego, lidera Ruchu Narodowego. Młodzi ludzie spontanicznie na to zareagowali – nasi sympatycy i myślę, że nie tylko oni, przysyłali różne zdjęcia. Głównie zasłynął tu Białystok
i Bielsk Podlaski. Myślę, że był to sprzeciw młodych ludzi: Mamy Święto Flagi 2 maja, dlaczego mamy zrównywać barwy pewnej struktury, w której jesteśmy od kilku lat zaledwie z Biało-Czerwonymi? To nic dobrego.
Palenie flag to tak, jak palenie książek… jaki sens mają tego typu akcje?
Myślę, że dopóki nie dzieje się nikomu bezpośrednio krzywda z rąk naszych sympatyków, to nie uważam że jest to jakiś wielki występek. Po drugie, palenie flag zwróciło uwagę mediów – pewnie inaczej ludzie by się tym problemem nie zainteresowali, gdyby doszło tylko do kulturalnego zdjęcia flag unijnych i napisania jakiegoś oficjalnego oświadczenia.
Nie licząc sympatyków Młodzieży Wszechpolskiej, nie spotkałem osób, które pozytywnie odniosłyby się do akcji…
W społeczeństwie zawsze będzie powstawać pewna dychotomia i różnica zdań, nigdy nie ma zgodności, zwłaszcza wśród Polaków.
Jaki główny cel ma Młodzież Wszechpolska, szczególnie białostocki oddział?
Ogólnie staramy się wychowywać ludzi w duchu patriotyzmu, szczególnie takiego międzywojennego ruchu narodowego. W Białymstoku organizujemy dość duże akcje, które niestety nie są zbyt często zauważalne i media widzą tylko akcje skrajne. Natomiast prowadzimy też akcje tzw. pozytywistyczne, które kierują się prawdziwą pracą u podstaw. Niedawno organizowaliśmy w kilku szkołach lekcje patriotyczne na temat żołnierzy wyklętych i wielu młodych ludzi się tym zainteresowało, przyszło specjalnie na te zajęcia.
Rozdawaliśmy ulotki, wlepki informacyjne, jak również robiliśmy pokazy filmów na temat działalności AK na Białorusi. Naszym celem jest wychowanie przyszłej elity narodu, chcemy, żeby młodzi ludzie, którzy przejdą przez nasze ręce, mieli twardy kręgosłup moralny i narodowy, by kierowali się pewnymi wartościami w życiu, aby byli bezkompromisowi i stanowili w przyszłości kwiat naszego narodu, który będzie w stanie pokierować losami naszego państwa. W to właśnie wierzymy.
Ilu Młodzież Wszechpolska ma sympatyków w Białymstoku?
W samym Białymstoku mamy ich okolu 30, natomiast na Podlasiu tak liczba jest większa i ciągle rośnie. Stale dołączają do nas nowe miasta, niedawno mieliśmy inaugurację nowych oddziałów, np. Grajewie. Dołączyły do nas także Suwałki, oczywiście mamy Bielsk Podlaski, Zambrów. Także myślę, że nasza organizacja w ostatnim czasie zalicza dość duży wzrost i jest to pewien ciekawy przykład, bo nie oferujemy młodym ludziom jakichś stanowisk, miejsc, jak młodzieżówki partyjne, ale odznaczamy się wielką dynamiką wzrostu.
A jak reagują pracodawcy, koledzy ze szkoły, z pracy, kiedy dowiadują się, że ktoś należy do MW?
To ciągle jest zmienne. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu, gdy zaczynałem działać, reakcje młodych ludzi bywały różne, niestety często negatywne, ale ostatnio zauważamy pewną zmianę sytuacji. Myślę, że takim przełomowym kamykiem był marsz niepodległości, który cieszył się dużym szacunkiem i popularnością wśród młodych ludzi. Szacujemy że w zeszłym roku było na nim około 100 tysięcy ludzi, głównie młodych. Dziś więc MW wzbudza na pewno podziw i szacunek, coraz więcej osób zgłasza się do nas z prośbą o możliwość działania
Macie mocno nacjonalistyczne poglądy, nie jesteście raczej za tym, by obcokrajowcy mieszkali w Białymstoku czy ogólnie w kraju. Chciałbym porozmawiać o podpaleniach mieszkań, o tych białostockich atakach na cudzoziemców. Popieracie tego rodzaju zachowania?
Jak już rozmawialiśmy na początku, nie uważamy, aby Polskę było stać na politykę wielokulturowości. Uważamy, że przy obecnym niżu demograficznym wypełniamy te luki na wzór zachodni, sprowadzając np. tysiące emigrantów z państw afrykańskich, którzy tak naprawdę niczego nie wnoszą. Wręcz przeciwnie – uważamy, że podważają fundament, na którym wyrósł nasz naród. Może Pan zapytać każdego rdzennego Anglika czy Francuza, czy czuje się bezpiecznie wieczorem na swoich ulicach, gdzie właśnie emigranci np. islamscy oscylują wokół 20-30% całej populacji jednego miasta.
 
 
Ciąg dalszy wywiadu na stronie czasbialegostoku.pl
 
 
 

Rocznica zbrodni w Święcianach


Wczoraj minęła 71. rocznica największej czystki na terenie Wileńszczyzny dokonanej na ludności polskiej, zorganizowanej przez niemieckie władze okupacyjne i kolaborujące z nimi oddziały litewskie.
Zbrodni dokonano w Święcianach ok. 60 km na północny wschód od Wilna. W okresie międzywojennym miasteczko znajdowało się  w granicach Polski, po zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną zostało wcielone do Białoruskiej SRR i poddane surowym represjom.
Większość Polaków aktywnych politycznie i bogatych właścicieli ziemskich zostało zesłanych w głąb ZSRR. Po włączeniu Litwy w skład ZSRR w 1940 r.  miasto z rejonem zostało przekazane Litewskiej SRR. W 1941 r. Święciany znalazły się pod okupacją niemiecką.
19 i 20 maja 1942 r. doszło tu do zbrodni na Polakach dokonanej przez Niemców oraz litewskie oddziały policji. Pretekstem do zbrodni było zabicie przez partyzantkę radziecką  dwóch urzędników niemieckich.
Zatrzymano około 400 mieszkańców Święcian i okolic – głównie polskich inteligentów i rolników. Zostali oni rozstrzelani na cmentarzu żydowskim w Święcianach oraz w kilku innych miejscach na terenie gmin powiatu święciańskiego.
Nie udało się ustalić dokładnej liczby ofiar. W trakcie śledztwa ustalono, że w akcji, którą kierował litewski major Jonas Maciulewicius brały udział: niemiecka policja bezpieczeństwa powiatu święciańskiego, kolaboracyjne litewskie oddziały policji ze Święcian oraz Wileński Oddział Specjalny.
W 1948 r. Maciulewicius został aresztowany we francuskiej strefie okupacyjnej, a następnie wydany polskim władzom. W 1950 r. przed Sądem Apelacyjnym w Olsztynie toczyło się przeciwko niemu postępowanie karne, w wyniku którego w maju tego roku został skazany na karę śmierci (wykonano w grudniu 1950 r. ).
W styczniu 2005 r. IPN umorzył postępowanie w sprawie w części dotyczącej skazanego już wcześniej J. Maciulewiciusa oraz pozostałych sprawców wobec ich niewykrycia.
Źródło: prawy.pl
HK

Narodowcy z Łodzi na spotkaniu Ruchu Młodych


Narodowcy z Łodzi po raz kolejny zakłócili spotkanie działaczy Palikota. „Konferencja” inicjowana przez Ruch Młodych, dotyczyła samorządów szkolnych, na którą zostali zaproszenie reprezentanci wszystkich łódzkich liceów i gimnazjów.
Członkowie Młodzieży Wszechpolskiej oraz Obozu Narodowo-Radykalnego, dowiedziawszy się o organizowanym spotkaniu, postanowili zaszczycić je swoją obecnością. Gdy wchodzili na salę, niedługo przed planowanym rozpoczęciem, stanowili większość wśród gości. Po przybyciu ostatnich zainteresowanych łódzcy działacze rozstawili baner z napisem „RPP=Pedofile” oraz wręczyli organizatorowi portret Romana Polańskiego. Jak następnie wyjaśnili, prezent ten inspirowany był postulatami Ruchu Palikota odnośnie obniżenia inicjacji seksualnej, a reżyser jest swoistym prekursorem tej myśli.
Gdy kilkunastoosobowa osobowa grupa narodowców wyszła, zostawiła opustoszałą salę z niewielka ilością skorych do dyskusji uczniów. Wśród nich zostało kilku przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalego, którzy podjęli rozmowę na temat samorządów. Spotkanie przybrało formę prezentacji projektu ustawy Ruchu Młodych dotyczącego wręczenia pieniędzy uczniom szkół na różnego typu przedsięwzięcia. Pomysł zawierał wiele błędów i z łatwością został skrytykowany przez łódzkich narodowców. Nierealny do wykonania postulat miał przyciągnąć szkolną młodzież do przyszłego głosowania na Ruch Palikota. W rezultacie groteskowy pomysł przypominał obietnicę wyborczą Lecha Wałęsy wręczenia każdemu stu milionów złotych.
 Laszlo

Święty Robert Bellarmin – kat nauki czy Doktor Kościoła?

 
 
 
 
Św. Robert Bellarmin urodził się 4 października a.D. 1542 w możnej rodzinie w toskańskim miasteczku Montepulciano, a.D. 1560 wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Po studiach filozoficznych w Kolegium Rzymskim, studiował dalej we Florencji i w Mondovi. Następnie przełożeni wysłali go na studia teologiczne do Padwy, a potem do Lowanium w Belgii. Po ich ukończeniu otrzymał święcenia kapłańskie a.D. 1570. Na uniwersytecie w Lowanium inteligentny, przenikliwy uczeń zmienił się w doskonałego nauczyciela. Pełnił równocześnie przy tamtejszym kolegium funkcję prefekta studiów i dyrektora duchowego. Toczono tam wówczas zażarte dyskusje na temat prawd wiary, atakowanych przez protestantów. Św. Robert uczestniczył w nich z wielką pasją. W takich okolicznościach powstał oryginalny styl jego apologetycznych przemówień i pism.
Sława Roberta Bellarmina była tak wielka, że na żądanie papieża Grzegorza XIII przełożeni po 7 latach (1570-1576) przenieśli go do Rzymu. W Kolegium Rzymskim objął wykłady na te same tematy. Ich owocem było czołowe dzieło Roberta, które zyskało mu największą sławę: Kontrowersje. Była to pierwsza summa nauki katolickiej, sformułowana według nowych potrzeb. A.D. 1592 Bellarmin został mianowany rektorem Kolegium Rzymskiego.
Skromny, ascetyczny, budził podziw swą wiedzą. A.D. 1594 został wybrany na przełożonego prowincji neapolitańskiej. Rządził nią jednak tylko trzy lata (1594-1597), bowiem papież Klemens VIII wezwał go do Rzymu na swojego doradcę i na egzaminatora biskupów. Papież zlecił mu tak wiele zajęć, że kurialiści byli zdziwieni, jak może im podołać. W tym samym czasie, a.D. 1597, wydał Katechizm, który niebawem ukazał się w 56 językach i doczekał się ponad 400 wydań drukiem.
W nagrodę za tak wielkie zasługi dla Kościoła papież Klemens VIII a.D. 1599 mianował Bellarmina kardynałem. Robert zrobił wówczas następujące postanowienia: nie gromadzić majątku, nie wspierać krewnych, ale ubogich, być zawsze zakonnikiem. Pozostał tym założeniom wierny do śmierci. Dlatego też nie przyjął wysokiej pensji, ofiarowanej mu przez króla Hiszpanii, Filipa III. Napisał rozprawkę O głównym obowiązku papieża, w której wylicza 7 źródeł nadużyć. W innym traktacie dowodził, iż jak sprawiedliwą jest rzeczą sprzeciwiać się papieżowi, który atakuje ciało, tak samo sprawiedliwym jest sprzeciwianie mu się, kiedy atakuje duszę lub gdy zakłóca porządek społeczny, a nade wszystko gdyby podjął próbę zniszczenia Kościoła. Uważał, że sprawiedliwą jest rzeczą sprzeciwianie mu się za pomocą niewykonywania jego rozkazów i przeszkadzania w wypełnianiu jego woli. Zastrzegł jednak, iż nie jest jednakowoż sprawiedliwym osądzanie go, karanie czy obalanie go, gdyż tego rodzaju akty są zadaniem przełożonego.
Trzy lata później przyjął sakrę biskupią i objął diecezję Kapui. Za program Bellarmin obrał sobie pracę nad klerem, opiekę nad ubogimi i troskę o liturgię. W ciągu trzech lat odbył trzy razy wizytacje całej diecezji i zwołał trzy synody. Głosił kazania we wszystkie niedziele i święta. Swojemu duchowieństwu starał się być wzorem także jako sługa Boży. Ulubioną jego lekturą były żywoty świętych biskupów, z których pragnął czerpać wzory. W tym też czasie wydał drukiem Wyjaśnienie symbolu dla proboszczów, by mogli mieć materiał do swoich kazań.
Po śmierci papieża Klemensa VIII, nowy papież, Paweł V natychmiast odwołał Bellarmina z Kapui do Rzymu, gdzie uczynił go członkiem wielu kongregacji rzymskich. Powierzył mu też egzaminowanie biskupów (jak wcześniej Klemens VIII). W tym czasie Bellarmin napisał trzy rozprawy i wydał je drukiem: W obronie papieża przeciwko Pawłowi Sarpi; Protest do króla Anglii, w którym zakazywał misjonarzom katolickim składać przysięgę na wierność papieżowi; wreszcie O władzy papieskiej przeciwko Wilhelmowi Bardayowi, który z punktu widzenia gallikańskiego tę władzę znacznie ograniczał.
Bellarmin jako inkwizytor, czyli członek Kongregacji Świętego Oficjum, nadzorował proces i egzekucję Giordana Bruno (sformułował znanych 8 zarzutów oskarżenia) oraz uczestniczył w pierwszym potępieniu Galileusza, za co czyniono mu wiele zarzutów. Kardynał Bellarmin uważał w sumieniu za swój obowiązek potępić wraz z całym zespołem 11 kardynałów polemiczne wnioski, jakie Galileusz wyciągnął z dzieła Mikołaja Kopernika w celu walki z Kościołem. A.D. 1616 Święte Oficjum zleciło wydanie opinii o tezach Galileusza, które to zostały uznane za „bezsensowne i absurdalne z punktu widzenia filozoficznego”. Wobec tego astronom został wezwany przez kardynała Bellarmina, by porzucić swe doktryny, co też uczynił. W dokumencie Inkwizycji czytamy „podczas gdy Pan Kardynał był wciąż obecny, rzeczonemu Galileo nakazał i zobowiązał go rzeczony Komisarz, (…) aby całkowicie wyrzekł się rzeczonej opinii (…), z którym to nakazem rzeczony Galileo zgodził się i przyrzekł mu być posłusznym”. Austryjacki filozof Paul Feyerabend stwierdził, iż „Kościół w czasach Galileusza nie tylko stosował się do wskazań rozumu, tak jak określano go wówczas i, częściowo nawet obecnie, ale brał także pod uwagę etyczne oraz społeczne konsekwencje poglądów Galileusza. Oskarżenie wniesione przezeń przeciwko Galileuszowi było racjonalne i tylko oportunizm oraz brak spojrzenia z perspektywy czasowej mogą powodować żądanie rewizji wyroku”. Galileusz, łamiąc dane słowo, a.D. 1632 opublikował „Dialog dwóch najważniejszych systemach świata”, co spowodowało wydanie przez papieża polecenia Kongregacji Urzędu Świętego, aby przesłuchać filozofa. W Rzymie stanąwszy przed uczonymi, a nie potrafiwszy przytoczyć argumentów na obronę swych tez, został skazany na dożywotni areszt domowy, podczas którego mógł swobodnie prowadzić naukowe rozprawy tak z naukowcami jak i z dostojnikami kościelnymi. Areszt, początkowo w willi Medyceuszów, a następnie w willi „Perła” w Arcetri, zaowocował wzmożoną pracą naukową, która została zwieńczona dziełem życia Galileusza, „Rozmowy i dowodzenia matematyczne z zakresu dwóch nowych umiejętności”.
Dobitnie to ukazuje, jak przekłamana jest historia, przedstawiająca obraz Galileusza, jako cierpiącego za swe poglądy. Nie jest to jednak tak daleko idące jak w przypadku Giordana Bruno, który a.D. 1565 wstąpił do zakonu dominikanów. Już wtedy krytykował dogmaty wiary katolickiej oraz zajmował się okultyzmem. Skutkiem tego został a.D. 1576 oskarżony o herezję oraz ekskomunikowany, a wobec niego postawiono blisko 130 zarzutów. Wędrował następnie po Europie, wykładając, lecz po wygnaniu a.D. 1591 z gminy luterańskiej, a wcześniej także z kalwińskiej Genewy, powrócił do Wenecji. Wspomniał o tym ojciec Józef Maria Bocheński we słowach „Bruno to prawdziwa kanalia. Podobno zaczął od tego, że brata zakonnego w Tybrze utopił. Płaszczył się przed Kalwinem, który go chciał według swojego zwyczaju spalić. Nabrał nawet kupca Mocenigo, który go w końcu wydał.” Kupiec ten, zaprosiwszy Bruna do Wenecji, tak skwitował jego pobyt: „mam go tu na swoim utrzymaniu, obiecał nauczyć mnie wielu różnych rzeczy i dostał w zamian wiele cennych przedmiotów i pieniądze na to konto. Nie widzę na razie żadnych wyników, powątpiewam też, czy jest porządnym człowiekiem”.  A.D. 1592 Mocenigo wydał Trybunałowi Inkwizycyjnemu człowieka, który podawał się za „syna nieba i matki ziemi”.  Procesem jego kierował kardynał Robert Bellarmin, który w swych zarzutach mówił m.in. twierdzeniu Bruna, jakoby dusza ludzka była jedynie czasową formą duszy Wszechświata, w ten sam sposób, w jaki ciało jest wyrazem materii Wszechświata. Obie te formy miałyby być nieśmiertelne, gdyż powrócą do duszy i materii Wszechświata, które są wieczne. Wskutek bluźnierstw, wśród których znalazły się słowa: „Bóg stwarza ciągle nowe światy, Chrystus czynił pozorne cuda i był magiem, podobnie jak apostołowie, Jezus umierał bardzo niechętnie i gdyby mógł, to uciekłby z miejsca kaźni, nie ma kary za grzechy”, został skazany na publiczne odwołanie i potępienie swej herezji. Zgodziwszy się początkowo na to, zmienił swe zdanie, za co był przez sześć lat więziony, a gdy był napisał rękopis broniący jego kłamstw, Trybunał Inkwizycyjny dał mu 40 dni na odwołanie swych nauk. Wierny w swej herezji, złożył na ręce Klemensa VIII pismo uzasadniające swe tezy, a gdy na wszystkich kolejnych posiedzeniach Inkwizycji nie odwołał poglądów, przekazano go gubernatorowi Rzymu. Aktem łaski dano mu osiem dni na wyrzeczenie się herezji, czego nie uczynił. A.D. 1600 został publicznie spalony na stosie, jednakże akta z procesu zostały zniszczone po zrabowaniu ich przez wojska napoleońskie. Niestety, obecnie mamy do czynienia z przedstawianiem go jako męczennika w obronie nauki, zamordowanego przez Kościół i krwiożerczą Inkwizycję. Na placu, gdzie jego dusza została w ogniu oczyszczona z grzechów, wznosi się obecnie jego pomnik, pisane mu są wiersze, jak choćby Czesława Miłosza „Campo di Fiori”. Nie możemy jednak ulec zakłamaniu historii, który następuje także i w szkolnych ławkach, należy poznać jej prawdziwe oblicze, by móc wydawać sprawiedliwe sądy. Musi umieć odróżnić „wolnomyśliciela zamordowanego za poglądy” od oszusta, od kłamcy, od heretyka. Często będziemy się spotykać ze zdaniem „nie nam go oceniać” – jest to oczywistą nieprawdą, mamy do tego prawo, a nawet obowiązek. Daje nam do tego pełne prawo Kościół, kształtując nasze sumienie. Na zakończenie przywołam jeszcze kilka faktów z późniejszego życia Świętego.
W latach 1615-1621 Bellarmin przewodniczył komisji, ustanowionej przez papieża dla zrewidowania tekstu greckiego Nowego Testamentu. Wydał również drukiem komentarze do Psalmów (1611). Pod koniec życia wydał jeszcze: O wzdychaniu gołębicy (1615) i O sztuce dobrego umierania (1620).
W roku 1621 jako 79-letni starzec po raz drugi wziął udział w konklawe, na którym wybrano papieżem Grzegorza XV. Czując, że opada już z sił, prosił nowego papieża, aby mu pozwolił opuścić swój dwór i wrócić do klasztoru. Kardynał Bellarmin zmarł 17 września 1621 r. Jego proces beatyfikacyjny trwał długo. Dopiero Pius XI dokonał jego beatyfikacji w roku 1923. Tenże papież niebawem wyniósł bł. Roberta Bellarmina do chwały świętych (1930). W roku 1931 ogłosił go także doktorem Kościoła.
Relikwie św. Roberta znajdują się w kościele św. Ignacego w Rzymie. Peleryna kardynalska św. Roberta Bellarmina przechowywana jest w Muzeum Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej w Starej Wsi k. Brzozowa. Bellarmin jest patronem kanonistów.
Ion